Wypadek na stoku zwykle zaczyna się od sekundy nieuwagi. Potem zostają miesiące leczenia, rehabilitacji i spór o winę. W tej sprawie sąd szczegółowo ocenił zasady jazdy na stoku. Odniósł je do odpowiedzialności sprawcy i ubezpieczyciela. W tej sprawie wyrok wydał Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim w dniu 8 grudnia 2021 r., pod sygnaturą akt I C 142/20.

Żądania i stanowisko strony powodowej

Powódka domagała się zadośćuczynienia w kwocie 60.000 zł. Żądała też odszkodowania 46.739,99 zł za koszty leczenia. Wniosła również o ustalenie odpowiedzialności pozwanego na przyszłość. Podnosiła, że została uderzona od tyłu przez narciarza jadącego z góry. Wskazywała na poważne uszkodzenia kolana i długotrwałe skutki fizyczne oraz psychiczne.

Odpowiedź pozwanych i ich stanowisko

Pozwany narciarz wniósł o oddalenie powództwa w całości. Kwestionował winę i wysokość roszczeń. Twierdził, że to powódka miała nie zachować ostrożności przy zmianie trasy. Podnosił też temat niewypięcia się nart powódki. Próbował powiązać to ze złym ustawieniem wiązań.

Ubezpieczyciel sprawcy także wniósł o oddalenie powództwa. Wskazywał, że nie ma podstaw do przypisania winy ubezpieczonemu. Akcentował, że odpowiada tylko w granicach umowy OC w życiu prywatnym. Podkreślał limit odpowiedzialności do sumy gwarancyjnej 40.000 zł.

Ustalenia sądu

Do zdarzenia doszło 27 stycznia 2017 r. na stoku w B. Oceniał przebieg zdarzenia na podstawie zeznań i opinii biegłych. Uznał zeznania powódki za spójne i przekonujące. Przyjął, że zjeżdżała wolno i przewidywalnie. Zwrócił uwagę, że jechała z synem, który uczył się jazdy.

Sąd nie dał wiary wersji pozwanego. Ocenił ją jako sprzeczną z ustaleniami i nastawioną na przerzucenie winy na powódkę. Kluczowe znaczenie miała opinia biegłego z zakresu narciarstwa. Sąd uznał ją za rzetelną i kategoryczną. W oparciu o nią przyjął naruszenie zasad bezpieczeństwa przez pozwanego narciarza jadącego z góry.

Sąd odniósł się też do argumentu pozwanych o niewypięciu nart. Podkreślił, że bez oględzin i badań wiązań nie da się tego przesądzić. Z tego powodu nie uwzględnił tezy o winie powódki w doborze sprzętu.

Rozstrzygnięcie i bilans wygranej

Sąd zasądził na rzecz powódki 25.000 zł tytułem zadośćuczynienia. Zasądził też 39.949,99 zł tytułem odszkodowania. Od obu kwot przyznał odsetki ustawowe za opóźnienie od 24 stycznia 2020 r. Oddalił powództwo w pozostałym zakresie.

Sąd przyjął odpowiedzialność pozwanych in solidum. Oznacza to, że zapłata przez jednego pozwanego zwalnia drugiego pozwanego do wysokości zapłaty dokonanej przez pierwszego pozwanego. Jednocześnie odpowiedzialność ubezpieczyciela ograniczył do sumy gwarancyjnej 40.000 zł. Innymi słowy, okazało się że sprawca miał zbyt niskie ubezpieczenie.

Kluczowy jest realny rozmiar krzywdy

W zakresie zadośćuczynienia sąd uznał, że kluczowy jest realny rozmiar krzywdy. Wziął pod uwagę cierpienia fizyczne, ból i czas leczenia. Uwzględnił operację, kule i stabilizator oraz długą rehabilitację. Zauważył trwałe następstwa i ograniczenia aktywności. Odnotował także problem psychiczny i konsultacje u psychologa. W tym kontekście uznał 25.000 zł za kwotę odpowiednią. Żądanie 60.000 zł ocenił jako rażąco wygórowane.

W zakresie odszkodowania sąd badał celowość i udokumentowanie kosztów. Uznane zostały koszty zabiegu i hospitalizacji w prywatnej klinice. Zostały też uznane koszty konsultacji i badań obrazowych. Sąd przyjął także koszty sprzętu do rehabilitacji i karnetu na siłownię. Dodatkowo zaakceptował koszty noclegów przy rehabilitacji. Część kosztów sąd przyjął szacunkowo na podstawie art. 322 k.p.c. Dotyczyło to kwot szacunkowych za rehabilitację i część dalszych kosztów.

Koszty prywatnego leczenia

Sąd wyraźnie zaakceptował koszty prywatnego leczenia i rehabilitacji poszkodowanej. Sąd uznał, że koszty prywatnego leczenia pozostawały w normalnym związku przyczynowym z wypadkiem. Uraz kolana był bezspornie skutkiem zdarzenia na stoku. Leczenie, zabieg operacyjny i rehabilitacja zmierzały bezpośrednio do usunięcia następstw tego urazu.

Sąd przyjął, że leczenie było celowe i ekonomicznie uzasadnione. Podkreślił, że oczekiwanie na zabieg i rehabilitację w ramach NFZ wiązałoby się z długim czasem. Opóźnienie mogło pogorszyć stan zdrowia powódki. W realiach tej sprawy szybka interwencja medyczna była racjonalna. Sąd wyraźnie odrzucił pogląd, że poszkodowany ma obowiązek leczyć się wyłącznie w ramach publicznej służby zdrowia. Wskazał, że art. 444 § 1 k.c. obejmuje wszelkie celowe koszty leczenia. Przepis nie ogranicza ich do świadczeń finansowanych przez NFZ.

Sąd zwrócił także uwagę na konkretne okoliczności osobiste powódki. Chodziło o nasilone dolegliwości bólowe, konieczność szybkiego powrotu do sprawności oraz realne ograniczenia funkcjonowania. Leczenie prywatne skracało czas cierpienia i rehabilitacji, a pozwani nie wykazali, że istniała realna, szybka i równoważna alternatywa w systemie publicznym.

W efekcie sąd przyjął, że prywatne leczenie i rehabilitacja spełniały kryteria celowości, konieczności i adekwatności. Dlatego zostały zaliczone do szkody podlegającej naprawieniu na podstawie art. 444 § 1 k.c.

Sąd oddalił część żądań odszkodowawczych. W konsekwencji zasądził 39.949,99 zł zamiast 46.739,99 zł.

Sąd oddalił również żądanie ustalenia odpowiedzialności na przyszłość. Odniósł się do przesłanki interesu prawnego. Wskazał na ochronę wynikającą z regulacji przedawnienia roszczeń za szkody na osobie. Uznał, że ryzyko przedawnienia nie uzasadnia tu ustalenia odpowiedzialności na przyszłość.

Podstawa prawna

Sąd oparł odpowiedzialność sprawcy na art. 415 k.c. Zadośćuczynienie ocenił przez pryzmat art. 445 § 1 k.c. Odszkodowanie za koszty leczenia rozliczył według art. 444 § 1 k.c. Odpowiedzialność ubezpieczyciela oparł na art. 822 k.c.

Nie wolno redukować krzywdy wyłącznie do procentu uszczerbku na zdrowiu

Sąd przywołał orzecznictwo Sądu Najwyższego dotyczące funkcji kompensacyjnej zadośćuczynienia. Wskazał, że nie wolno redukować krzywdy wyłącznie do procentu uszczerbku na zdrowiu.

Sąd wyszedł z założenia, że „procent uszczerbku na zdrowiu” jest tylko narzędziem medycznym. Ma pomóc opisać trwałość i rodzaj naruszenia sprawności. Nie opisuje jednak całej krzywdy w sensie prawnym. Krzywda obejmuje cierpienia fizyczne i psychiczne, ich natężenie i czas trwania. Podkreślił, że art. 445 § 1 k.c. nie wiąże zadośćuczynienia z tabelą procentową. Przepis mówi o „odpowiedniej sumie”. To pojęcie wymaga oceny całości sytuacji człowieka. Nie da się tego zrobić samym procentem. Sąd stwierdził bowiem:

W wyroku zaakcentowano też funkcję kompensacyjną zadośćuczynienia. Ma ono dać realnie odczuwalną wartość. Ma w pewnym stopniu zrekompensować utraconą jakość życia. Procent uszczerbku nie odpowiada na pytanie, jaka kwota to zapewnia. Dlatego sąd odwołał się do orzecznictwa SN o kompensacyjnym charakterze zadośćuczynienia.

Z tego powodu sąd wskazał konieczność „indywidualnego” ustalania krzywdy. W tej sprawie uszczerbek na zdrowiu wyniósł 8%, jednak sąd badał operację, ból i długą rehabilitację, uwzględnił stabilizator i kule oraz ograniczenia ruchu. Wziął pod uwagę młody wiek powódki i wcześniejszą aktywność. Ocenił też wyłączenie z normalnego życia rodzinnego. To są elementy krzywdy, których procent uszczerbku na zdrowiu nie odzwierciedla.

Wnioski dla innych poszkodowanych

Ten wyrok pokazuje, że sprawy „stokowe” da się udowodnić bez monitoringu. Kluczowa jest rekonstrukcja toru jazdy i zasady FIS. Bardzo często rozstrzyga opinia biegłego od narciarstwa. Istotne są też konsekwentne zeznania i spójna historia leczenia.

W praktyce ważny jest też drugi wątek. Prywatna operacja i prywatna rehabilitacja mogą być zasądzone. Trzeba jednak wykazać celowość i związek z urazem. Warto też zabezpieczać dowody kosztów na bieżąco. Braki dowodowe zwykle kończą się oddaleniem tej części roszczeń.

Jeżeli prowadzisz podobne spory o zadośćuczynienie i odszkodowanie, kluczowe jest ułożenie narracji dowodowej. Liczy się także właściwe policzenie szkody i selekcja dokumentów. Takie sprawy wymagają procesowej dyscypliny i praktyki w sporach z ubezpieczycielami.

Jeżeli miałeś wypadek i ubezpieczyciel odmawia wypłaty, warto przeanalizować sprawę na spokojnie. Często da się wykazać winę sprawcy. Da się też obronić prywatne leczenie, gdy liczy się czas.

FAQ

Czy narciarz jadący z góry zawsze odpowiada za zderzenie?
Nie zawsze, ale zwykle ma szersze obowiązki obserwacji i wyboru toru jazdy. Duże znaczenie mają zasady FIS i konkretne manewry.

Czy brak wypięcia nart wyklucza odszkodowanie?
Nie wyklucza. Trzeba wykazać związek przyczynowy i winę sprawcy. Sama okoliczność techniczna nie przesądza sprawy.

Czy prywatna operacja może być zwrócona przez sprawcę lub jego OC?
Tak, jeżeli była celowa i uzasadniona stanem zdrowia. W praktyce istotne są kolejki w NFZ i ryzyko pogorszenia zdrowia.

Czy mogę żądać kosztów dojazdów na rehabilitację?
Tak, ale trzeba je sensownie wyliczyć i powiązać z leczeniem. Sąd często akceptuje stawkę za kilometr, gdy jest logiczna.

Czy warto żądać ustalenia odpowiedzialności na przyszłość?
Czasem tak, ale nie zawsze sąd uznaje, że istnieje interes prawny. Sąd może uznać, że ochrona roszczeń wynika z zasad przedawnienia.